Nasze motto:

Nasze motto:

Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyroda. Pokaż wszystkie posty

Wełecz - bajkowa sosna

W czasie przejazdu z Młodzaw Małych do miejscowości Wełecz koło Buska Zdroju Olę i Magdę coraz bardziej zbierało na drzemkę. 
Chodząca sosna
Madzia czując rześkie leśne powietrze dała się pokonać przez sen. Ola natomiast choć bardzo zmęczona wytrwała do końca i zobaczyła na własne oczy niezwykłe drzewo. Sosna naprawdę wygląda jakby poruszała się na nogach. Jej korzenie wystają ponad grunt parę metrów.
Niezwykłe nogi
 Spowodowane to jest przez miejscową ludność, która wybierała tutaj piasek, a także przez późniejszą erozję gleby. 
Warto nadmienić, że teren wokół sosny to również miejsce pamięci narodowej. W latach 1939-1944 Niemcy dokonywali tutaj masowych egzekucji. rozstrzelano tutaj około 200 osób z aresztów gestapo w Busku Zdroju, Kielcach oraz z więzienia w Pińczowie. Część ofiar ekshumowano - reszta natomiast spoczywa tutaj po dzień dzisiejszy. 
Już wracajmy

Ola dzięki tej wyprawie mogła zobaczyć niezwykłe drzewo -zupełnie inne od tych jakie to tej pory widziała, a na pamiątkę zabrała ze sobą szyszkę spod chodzącej sosny.

Data wycieczki; 01-05-2011r.

Ogród na rozstajach - Młodzawy Małe

Pogoda w tegoroczną majówkę pokrzyżowała nam plany. Od rana padał rzęsisty deszcz i musieliśmy zrezygnować z wyjazdu do Osady Oraczy w Bochni, gdzie odbywał się średniowieczny piknik rodzinny.
Wśród pawi
 Jednak, gdy tylko w godzinach popołudniowych deszcz wreszcie przestał padać i wyjrzało słońce postanowiliśmy, że mali podróżnicy nie mogą siedzieć w majowy weekend w domu. Zastanawialiśmy się gdzie by można na "szybko pojechać" w jakieś fajne miejsce. 
Woliera z papugami
Po chwili namysłu wybraliśmy "Ogród na rozstajach" w Młodzawach Małych w powiecie pińczowskim. Miejsce to wybraliśmy ze względu na jego bliskie położenie od naszego domu. Nie wiedzieliśmy przecież jak będzie się sprawował w czasie podróży najmłodszy uczestnik wyprawy - Madzia. Jednak nasze obawy okazały się zupełnie niepotrzebne, ponieważ Magda, po przejechaniu kilku kilometrów słodko zasnęła.
Wspólny spacer

Po dotarciu na miejsce z trudem znaleźliśmy miejsce do zaparkowania. Okazało się, że majówkę postanowiło spędzić w ten sposób bardzo dużo osób. Po dojściu do kasy Ola kupiła dwa bilety (6zł/os.; dzieci do lat 3 - bezpłatnie), które już do końca zwiedzania ogrodu trzymała mocno w rączkach powtarzając, co chwilę "zobacz jakie fajne bileciki".
Jeden z "krasnoludków" 
  Ania spacerowała sobie z Magdą wśród zieleni, a Ola z tatą skierowała swe pierwsze kroki do kolorowych ptaków. W specjalnie przygotowanych wolierach chodowane są m. in . pawie czarnoskrzydłe, indyjskie oraz białe - nie występujące w stanie dzikim,. kolorowe bażanty, kuropatwy, kaczki, gęsi, gołębie, czaple czarne, papugi oraz czarny bocian. 
W poszukiwaniu wiosny - czyli rybki, żółwie i żabki

Ola podziwiając pawie zadawała pytanie dlaczego one tak skrzeczą. Po obejrzeniu ptaków udaliśmy się na zwiedzanie ogrodu. Usytuowany on jest na trzech poziomach i zajmuje powierzchnię 1 ha, a rośnie w nim ponad dwa tysiące gatunków roślin. 
Troszkę odpocznę
Dużą atrakcją ogrodu są oczka wodne oraz wodospady. W zbiornikach wodnych zauważyliśmy kolorowe karasie, karpie koi oraz żaby i żółwie. 
Ola biegając wśród zieleni z radością odnajdowała wśród roślin drewniane rzeźby, które nazywała krasnoludkami. 
Ale jazda
A gdy zobaczyła wyrzeźbionego konia z zaprzęgiem stwierdziła, że "Ola chce na konika".
po ponad godzinnym pobycie udaliśmy się na parking, aby wyruszyć w jeszcze jedno ciekawe miejsce - do miejscowości Wełecz, gdzie znajduje się pomnik przyrody - "chodząca sosna".


Data wycieczki: 01-05-2011r.
Więcej informacji: Ogród na rozstajach

Kopiec Kościuszki w Racławicach

Pod "duzią" armatą
Pod lipą Kościuszki
Kopiec Kościuszki tak naprawdę nie jest usypany w Racławicach, lecz w sąsiedniej wsi Janowiczkach. Został on usypany na górze zwanej Zamczysko w latach 1926-1934 dla upamiętnienia stoczonej tu w 1794r. przez Tadeusza Kościuszko i kosynierów bitwy z Moskalami. Na wycieczkę wybraliśmy się w sobotnie popołudnie. Oli mówiliśmy, że jedziemy zobaczyć wielką armatę. Mowa o armacie, ponieważ u podnóża Kopca znajduje się ogromny pomnik przedstawiający Bartosza Głowackiego - jednego z kosynierów gaszącego lont armaty czapką. Oleńka całą drogę do Racławic powtarzała, że jedziemy zobaczyć "...duzią..." armatę. Po dotarciu na miejsce od razu udaliśmy się pod pomnik.
W tle "Zamczysko", na którym usypany jest Kopiec Kościuszki
Ola była pod dużym wrażeniem wielkości pomnika, a najbardziej zainteresował ją duży but B. Głowackiego na posągu. Ola po oddaniu kilkunastu strzałów z armaty :) pobiegła w kierunku pobliskiego placu zabaw z domkami, zjeżdżalnią i mostkami. 
Ale super
Córka wyszalała się do woli, co chwilę zjeżdżając ze ślizgawek i wchodząc do domków po mostkach i drabinkach. Nagle Ola stwierdziła, że idziemy "tam". Okazało się, że dostrzegła w oddali pod samym wzniesieniem Góry Zamczysko jakieś konstrukcje drewniane. 
Mamo, goń mnie
Gdy podeszliśmy bliżej zobaczyliśmy, że są to przeróżne urządzenia służące do ćwiczeń gimnastycznych rozmieszczone wzdłuż dróżki o różnym podłożu (kora, kamień, drewno, żwir itp.) Oleńka spacerując po "Ścieżce Zdrowia" była wielce zadowolona. 
Wspólne ćwiczenia
Śmiała się w głos, gdy chodziła boso po kamyczkach czy korze, a gdy tata próbował swoich sił na urządzeniach gimnastycznych - to już "boki zrywała" ze śmiechu. 
Tata w akcji
Po serii ćwiczeń i zaliczeniu wszystkich urządzeń zwiedziliśmy jeszcze zabytkowy dwór w Janowiczkach oraz zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie pod ponad 300 letnią lipą rosnącą na terenie parku dworskiego. 
Ola świetnie radziła sobie na każdym podłożu
Według legendy odpoczywał pod nią sam Kościuszko po stoczonej bitwie. Nawet nie zauważyliśmy kiedy minęły dwie godziny. 
Zabawa w parku dworskim w Janowiczkach
Zbliżał się wieczór i zaczęły dokuczać nam wszechobecne komary, które przyczyniły się do naszego szybszego powrotu do domu.

Data wycieczki: 21-08-2010r.

Więcej informacji: http://www.raclawice.pl/

Ojców

12 lipca 2009 roku wybraliśmy się na naszą pierwszą wspólną wycieczkę. Ze względu na niedaleką odległość od naszego rodzinnego miasta Skalbmierz (57km) zdecydowaliśmy się na wyjazd do Ojcowskiego Parku Narodowego, a dokładniej do zwiedzenia Ojcowa oraz Pieskowej Skały.
Mijająca bryczka Olę i mamę Anię
Szlak zaliczony
Brama Krakowska
Do Ojcowa dotarliśmy po około 40 min. Miejscowość przywitała nas piękną słoneczną pogodą oraz zaskoczyła liczbą osób spacerujących po szlakach OPN wraz ze swoimi pociechami. Po zaparkowaniu auta na parkingu u podnóża Ruin Zamku Kazimierzowskiego udaliśmy się od razu na szlak prowadzący poprzez malownicze wytwory skalne, m.in. Skały Panieńskie, Igłę Deotymy, Jaskinię Krowią, Bramę Krakowską i zespół Skał Góry Koronnej z ukrytą pośród nich Rękawicą. Ze względu na wiek Oli darowaliśmy sobie (jak na razie:) ) zwiedzanie słynnej jaskini Groty Łokietka. Podczas spaceru szlakiem co chwilę mijały nas bryczki konne wożące tych turystów, którym nie odpowiada chyba turystyka piesza lub traktują zaprzęg konny jako formę atrakcji. Oli od razu przypadł do gustu widok koni, na których widok uśmiechała się wesoło i naśladowała po swojemu stukot ich kopyt. W czasie spaceru mijaliśmy znaną na całą okolicę Kaplicę "na wodzie", która jest ulubiona prze nowożeńców. Warto nadmienić, że kaplica została wybudowana w 1901 r., z inicjatywy dra Stanisława Niedzielskiego, w miejscu dawnych łazienek zdrojowych, które przerobione zostały na obiekt sakralny.
Umieszczenie kaplicy nad Prądnikiem, wg tradycji wiąże się z wydanym przez cara Mikołaja II zarządzeniem, zabraniającym budowania obiektów sakralnych na "ziemi ojcowskiej", dlatego też postanowiono wybudować ją "na wodzie". Po niecałej godzinie spaceru dotarliśmy do charakterystycznego w OPN wytworu skalnego "Bramy Krakowskiej", gdzie na pobliskiej ławce postanowiliśmy odpocząć i przekąsić małe co nieco oraz w spokoju podziwiać piękno przyrody.
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w drogę powrotną w stronę parkingu, wstępując po drodze na smażonego pstrąga z frytkami, który smakuje wybornie i co najważniejsze jest przygotowywany ze świeżej ryby, łowionej ze stawów hodowlanych obok restauracji. Koszt jednego zestawu (rybka+frytki+zestaw surówek oraz mała czarna) to około 30zł. Zapewne mogłoby być taniej, ale naprawdę pstrąg, że "palce lizać". Po napełnieniu żołądków i dotarciu do samochodu udaliśmy się do oddalonego o parę kilometrów zamku w Pieskowej Skale.Relacja z pobytu na zamku w następnym opisie.

Szczegółowe informacje: http://www.ojcow.pl/
Kaplica "na wodzie"